Profesor Jakub Fryderyk Hoffmann w liście dziękczynnym, który po wybraniu go 5 kwietnia 1812 roku członkiem Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk skierował do ówczesnego prezesa tego Towarzystwa, znanego uczonego i działacza Stanisława Staszica, napisał między innymi; ...Kiedy w r. 1794 mężny, największy nasz Naczelnik, Kościuszko, którego pamięć, póki życia mojego, świętą mi będzie, został w niewolę wzięty, przedłożono w Towarzystwie pa-tryotycznym, którego ja członkiem byłem, jakim sposobem można tego szlachetnego męża uwolnić? Pomiędzy wszystkich podanych sposobów żaden mi się nie podobał. Powziąłem więc w sobie ten zamiar wynaleźć sposób, jakim by go z Petersburga pod wodą uprowadzić można. Myśl tę podał mi Nautilus Pom-pilius, a mechanika, w połączeniu z fizyką oraz trzy tygodnie rozmyślania, układ i poprawa — dopomogły mi wynaleźć plan do pewnego rodzaju bacika, w którym można, podług upodobania, pod wodą lub na wodzie, na morzu nawet płynąć, a tym sposobem można by, pomimo wszelkiego prześladowania, niedaleko odległe brzegi szwedzkie osiągnąć. Kto widział morze, sam po niem żeglował, łatwo może poznać, z jakimi przeszkodami przy takiej pracy Herkulesowi walczyć przychodziło; można wszelako te wszystkie przeszkody i śmiercią grożące niebezpieczeństwa szczęśliwie przezwyciężyć, gdyż przeczuć każde z nich można sposobem wynalezionym, który by je usunął. Dlatego, przy budowli takiego statku, osobliwie trzeba mieć wzgląd na jego kształt, ciężkość, równowagę i, ile możności, wolny widok, na kształt, ułożenie i sposób wolnego poruszania wioseł, na sposób, aby można, podług upodobania, statkowi ulżyć lub cięższym zrobić, a tern samem go zanurzać lub na wodę wynosić, osobliwie zaś na to, aby można powietrze, potrzebne do oddychania, w miejscu zamkniętym, dobre i czyste zachowywać. Przeciwko tym wszystkim trudnościom znajdują się sposoby, które są, ile możności, proste i bez wielkiego ambarasu. Gdy później nie potrzeba było użyć tego statku na uprowadzenie jeńca Kościuszki, a ułożony plan na nic mi się nie przydał, dałem go w r. 1798 z należytym opisem, będąc w Rzymie, przy legiach polskich, Naczelnikowi jenerałowi S. Cyr, wówczas dowódzcy, który plan ten ministrowi marynarki do Paryża przesłał. Żadnej więcej o tern wiadomości nie powziąłem, aż dopiero tę, którą dwa razy w gazetach wyczytałem, a to, że pewny Foulton, w Brest, taki statek do zanurzania zrobił, w którym się można było dwie godziny pod wodą znajdować i pływać w różne strony. Poznałem w obu razach, podług opisu gazety, mój plan, którego wykonanie słusznie panu Foulton się należy, jednak wynalazku jemu odstąpić nie mogę. Plan ten był w Warszawie ułożony i mógłby być tak dobrze, jak gdzie indziej przez mnie wykonany, gdyby tego potrzeba było. Przeto słusznie się Warszawie pierwsze przed innemi miejscami należy, ja zaś, każdego czasu i przy każdej okoliczności, przeciwko podobnym przywłaszczeniom protestować będę.